RSS
poniedziałek, 04 lutego 2019
Mrówka na urlopie

Godziny dzielą mnie od powrotu do pracy. Najdłuższy i chyba najgłupiej spędzony urlop w życiu. 21 dni roboczych + 10 weekendowych, razem 31 dni czyli cały miesiąc upłynął mi na opierdalaniu się, spaniu, bezsenności, a później znów spaniu i leżeniu do 13:30 pod kołdrą przed serialem. Niby fajnie, bo po to jest urlop, żeby nic nie robić i odpoczywać, ale to chyba kwestia wieku, że podczas opierdalania się trapi mnie poczucie marnowania czasu. Co prawda, nie wiadomo jak go wykorzystać w pojedynkę, zwłaszcza zimą, ale i tak wyrzut sumienia jak wrzód na dupie albo krzywe jądra jest, bo życie krótkie, a ja mając czas wolny na zdobywanie K2, ugilany pod nosem, leżę cały dzień... bez gilów pod nosem, żeby nie było. Nie wiadomo po co mi K2, ale jakbym wrzucił na Instagrama, którego nie mam, zdjęcie ze szczytu, to bankowo wmówiłbym innym, że mają chujowe życia, a moje jest excytujące i niech się oni martwią, czemu są do dupy. Tak działa XXI wiek, era podglądactwa, natłoku informacji o każdym i związana z tym największa ilość zachorowań na choroby psychiczne w historii ludzkości. Wszyscy czują się gorsi... chyba, że są pierdolnięci i mają przerost ego... co pewnie jest tylko mechanizmem obronnym na prześladujące ich uczucie bycia gorszym, czy coś. Taki głupi świat, w którym nie pokazując wszystkim siebie, odgrywasz swe życie jakby bez widowni, przy zgaszonych światłach, bez oklasków i znaczysz tyle, co mrówka, co to się bezimiennie pierdoli wśród milionów innych mrówek w tych swoich mrowiskach, ginąc pod butem byle kogo i nawet jej sekcji zwłok nie zrobią, bo po co? Teraz musisz być mrówką z ambicjami bycia tygrysem. Dziadki miały Niemców, ojce Ruskich, a nam zostaje być lepszymi od reszty, zarabiać więcej, dom mieć większy, cycki i usta większe, a samochód dłuższy, bo inaczej... mrówka. Chyba założę sobie konto na Insta, żeby wrzucać tam wyłącznie fotki brudnych majtek, dziurawych skarpetek, upaćkanych talerzy, pajęczyn pod kaloryferem i ogólnej brzydoty życia, tak dla kontrastu z resztą kolorowych, szczęśliwych ludzi sukcesu. A swoją drogą to zabawne, że 20 lat temu prywatność była prywatna, ale numer telefonu ogólnie dostępny w książce telefonicznej, a dziś choć wystarczy wejść na Facebooka, by wiedzieć wszystko o wszystkich, to numer jest tajnie strzeżony, bo... ochrona danych osobowych i RODO.

15:45, powiedzaaaaa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 stycznia 2019
Skoki są nudne jak ch*j

W Sydney Australian Open w najlepsze, a w tv skoki. Nie wiem co ludzie widzą w skokach narciarskich. Skoki to bodaj najbardziej nudny sport, jaki człowiek stworzył. Zastanawiałem się kiedyś, jak musiałaby wyglądać piłka nożna, by być tak samo nudnym sportem jak skoki i wyszło mi, że trzeba by ustawić w rządku ze 100 piłkarzy, kazać im podchodzić kolejno do rzutu karnego i strzelać, jeden za drugim. A później druga runda skoków, tzn. strzałów. Nudne i głupie, prawda? Właśnie takie są skoki narciarskie - gromada chłopów, z których każdy wygląda identycznie, skacze jeden za drugim w taki sam sposób (bo przecież nikt tam salta nie zrobi ani nie podkurczy nóg w locie), po czym ląduje, a sędziowie liczą metry i podmuchy wiatru, heh. Ciekawie w tym sporcie robi się tylko wtedy, jak się któryś ze skoczków wypierdoli, połamie, itp, bo przecież ten sport nie daje choćby centymetra miejsca na zabłyśnięcie czymś efektownym czy unikalnym. We wspomnianej piłce nożnej mamy 22 zawodników, z których każdy może zabłysnąć indywidualnymi umiejętnościami typu zwód, trick, strzał z przewrotki, 5 bramek w 9 minut jak Lewandowski albo oddanie moczu w trakcie meczu, jak niejeden bramkarz już zrobił; dodatkowo razem mogą zrobić świetną akcję, jak choćby kontra Belgii na MŚ, gdzie w kilka sekund odmieniono losy spotkania. Tenis również dla wielu może wydawać się przebijaniem piłki z lewa do prawa, ale nie brak tam efektownych przebić, a widok zawodnika, który wpierw zakrywa twarz ręcznikiem z bezradności, a potem podnosi się i z klęski 1:5 wychodzi na 7:5, to jest coś. Co mają skoki do zaoferowania ciekawego, że ludziska stercza pod tą skocznią i trąbią w te jebane trąby? Nie wiem. 


- Co będziemy tam robić przez parę godzin? 

- Kupmy trąbkę, to sobie tak potrąbimy, że przez kolejne 2 dni będzie nam buczeć w uszach.

- Wow, świetna myśl, super pomysł!

14:29, powiedzaaaaa
Link Komentarze (2) »
środa, 16 stycznia 2019
꿈 - sen

Urlop bez atrakcji, ale i bez łażenia w śnieżycach. Wpierw spałem po 10 godzin, a po półtora tygodnia już mam kłopoty z zasypianiem, więc zasypiam po 2 godzinach leżenia, o 2:30 w nocy, budzę się przed 11, oglądam seriale do 13:30, wstaje, ogarnę się, parę chwil i ciemno się robi...

Kładąc się do snu, wpierw staram się nie myśleć, wsłuchać w ciszę. Ale ciszy nie ma. Za ścianą piec się załącza, a za oknem wiatr trzęsie płotem albo deszcz spada z dachu na blaszany parapet - puk, puk, puk... Nakrywam łeb poduszką, wkładam do uszu stopery, wreszcie przenoszę się do innego pokoju, a tam za oknem stoi 5-metrowy iglak i wiatr popycha go na ścianę werandy. Wali w nią, wali, szoruje po niej i drugi płot hałasuje. Myślę wtedy, które pomieszczenie będzie najcichsze... Kuchnia? Lodówka się załącza, a się Koreańce nie postarały i Samsung głośny jest... Nie usnę tam...

Wkurwienie we mnie wzrasta, więc do snu jeszcze dalej. Myślę sobie, że przez te 2 godziny obejrzałbym kolejne 2 odcinki serialu. Do głowy przychodzą wówczas same, kurwa, mądrości życiowe, którymi dupę można wytrzeć. Człowiek nabija sobie nimi łeb codziennie i wydaje mu się, że ustalił coś raz i na zawsze, że dopisał 38 regułę swego światopoglądu, a chwilę później sam ją obala, bo patrząc z drugiej strony... A później patrzę na siebie spod sufitu i widzę człowieczka w łóżku gdzieś w środku Europy, który główkuje chuj wie nad czym, będąc jedynie kawałkiem mięsa, które wkrótce zgnije, więc jaką wartość mają te dylematy, reguły, poglądy, problemy, starania, ty jeden na 8 miliardów żyjących obecnie i jeden z milionów miliardów, którzy byli na tej planecie przez chwilę?

Gdy już uświadomię sobie, że nieco przesadzam z rozwijaniem swych myśli od bułki z masłem do kręcącego się w kółko świata, począwszy od kosmosu i kulek wokół Słońca, po napełnianie i spuszczanie wody w kiblu, próbuję się wyciszyć ponownie, zamieszkać nieco w ciemności i użyć swych starych metod zasypiania. Pobudzam wyobraźnię, bo mi najłatwiej usnąć, snując we łbie jakąś historię, którą po paru minutach umysł, w miarę zanurzenia w sen, sam pociągnie i rozwinie. Taka przynęta. Podłapuję więc sceny z k-serialu "The Package" i niby jestem na Mont Saint-Michel we Francji i spaceruję sobie spokojnie, wieczorem, wśród świateł, oddech mój i kroki tylko słychać, nieco fal od morza... pojawia się pani przewodnik ze zniewalającą, azjatycką urodą... A co ona tu robi o tej porze, sama?

Oo, pojawiła się. Mgła w umyśle. Jakby stępiła nieco bystrość myśli, jakby wycięło kilka słów z tej wiecznej paplaniny we łbie. Teraz tylko nie ruszać się, minuta ciszy tylko i mgła ogarnie mózg, zatrze sens i gramatykę zdań, składnię pogubi, treść zapomni, chyba latarnie gaszą w lewej półkuli, o czym to... ja...  

saint-michel

The Package kdrama

15:14, powiedzaaaaa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 stycznia 2019
Coś o mentalności Poloczków

Jak zwykle mam do wybrania niemal cały zaległy urlop z 2018 i od jutra miałem go wybierać, a tu już "kolega", który od 2 tygodni siedzi na wolnym pisze mi, że jest chory i czy ja mogę przełożyć swoje wolne. Chory... Sranie w banię. Gdyby był naprawdę chory, to by poszedł na zwolnienie i się na nikogo nie oglądał zamiast prosić mnie o przesuwanie urlopu, po to by niby być chorym na... urlopie? Kto marnuje urlop na bycie chorym? Cieć ewidentnie ściemnia, więc tą ową chorobą chciał mnie wziąć na litość, by móc bimbać dalej, ale ja też mam swoje plany. Ilekroć kutas pójdzie na urlop, to z niego nie wraca, bo jest chory. Waży słoń 100 kg i wiecznie jest chory, po 10 razy w roku. Nie dość, że 5 miesięcy przesiedział na zwolnieniach, kolejny miesiąc na urlopach, więc łącznie w roku 2018 robił tylko 6 miesięcy, to jeszcze mu mało i musi kombinować dalej, Łodzianin jebany. 

Poczta to jakiś przytułek dla takich nierobów i cwaniaków. A najgorsi są ci urodzeni po roku 90-tym - rozgarnięci jak kupka siana, wszystko ich przerasta, mają ambicje z kosmosu, choć głupich listów rozwieźć nie potrafią i nie robią nic innego, tylko grzebią w telefonach, odbierając co minutę nową wiadomość, wpis, odpowiadając na nie, lajkując, grając w Pokemony, itd. Praca listonosza to idealna posada dla nierobów, bo będąc nowym możesz przez pół roku wychodzić w rejon, pojechać do domu, przespać się, zjeść, o 14 wrócić w rejon, rozdać 30 poleconych, po czym zjechać na urząd, mówiąc coś w stylu "tej pracy jest tak dużo, że się nie wyrabiam" albo "nie znam rejonu, więc marnuję mnóstwo czasu na błądzenie". I tak cię nie zwolnią, bo na poczcie nikt nie chce pracować, więc lepszy takim pracownik niż żaden - zawsze to 30 R-ek mniej. Polska kombinatoryka. W Japonii umierają z przepracowania, a w Polsce tylko chodzą do lekarza i zwolnienia biorą. Jak to jest, że ja przez 7 lat pracy byłem łącznie tylko 2 tygodnie na zwolnieniu?

Czemu ten naród to banda oszustów i kombinatorów? Czemu tu nie ma solidnych ludzi, którzy nie kręcą, nie ściemniają, tylko są słowni i można na nich polegać, a jak mówią, że będą o 17 to są o 17, a nie o 17:20? Czemu tu wszyscy mają mentalność dresiarza i myślą, że bycie porządnym jest frajerstwem i we wszystkim muszą coś dla siebie ugrać, choćby 5 zł, by nie wyjść na frajera tylko cwaniaka. Pojebany naród...

No i niestety, "chcieliście wydymać Freda, teraz Fred wydyma was". Nie chcąc zginąć w tym narodzie śmieci, trzeba być chujem, oczywiście olać wszystkich i po prostu iść na urlop. Nie po to przez ostatnie dni w pracy czyściłem magazyny z listów, zostawiając czyściutkie biurko, żeby robić to po raz kolejny. Jutro zadzwoni do mnie o godzinie 8 naczelniczka, prosząc o powrót do pracy, bo poczta jest w potrzebie (jak zawsze), a ja jej powiem, że jestem w Czechach u brata i nie da rady, słonko.

19:24, powiedzaaaaa
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 stycznia 2019
I czon szip pal nion - rok 2018

Rok 2018 to chronologicznie: remont kuchni, malowanie mieszkań babci, remont łazienki, tenis, możliwość zmiany pracy i kulturystyka, o której nie pisałem, bo nie chcę. Taki był 2018. W sumie sporo. Miłości życia może nie poznałem (a może tak i o tym nie wiem), ale może to i lepiej, bo do rozwodu dalej.

Reflexja taka, że nie mam marzeń, ale plany. Marzenia są czymś poza zasięgiem, a plany czymś w zasięgu możliwości. Może dlatego nie mam marzeń, tylko plany. Może stąpam twardo po ziemi.

W roku 2018 byłem bardziej pozytywny niż w latach ubiegłych, zapewne za sprawą wszelkich wyzwań i celów, które sam przed sobą postawiłem, a dzięki którym nie grzązłem w gównie jak zwykle, jedynie jęcząc "jak mi źle" w stylu moich współpracowników. Po prostu miałem swój terminarz zapchany - robota, robota, nauka, robota, sen. Mentalnie pozostałem w Azji, jedząc 떡볶이a na zewnątrz urządzałem przestrzeń dookoła mnie. Taki był 2018. Jeden z mniej depresyjnych roków w moim życiu. Aż w szoku jestem. Częstotliwość myśli samobójczych była w nim bardzo niska. Chyba nawet zapomniałem jak to miało być z tą liną na drzewie...

Na 2019 planów jest kilka. Potrzebne narzędzia do ich zrealizowania to: kasa, praca, wytrwałość i poświęcenie czyli jak ze wszystkim. Nie będziesz Anllelą Sagrą jeśli nie ruszysz dupy, moje ty 100-kilogramowe słoneczko. Co prawda, mnie poniższy filmik motywuje jedynie do masturbacji, ale może kobiety inaczej to widzą:

 

23:24, powiedzaaaaa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 104