RSS
czwartek, 15 listopada 2018
Telefon

31 grudnia 2017 roku pisałem o tym, że brałem udział w naborze na protokolanta sądowego. Ostatnie pytanie pani, której nie pamiętam, brzmiało "czy będzie Pan zainteresowany tym stanowiskiem w przyszłości, czy mamy się do Pana odzywać w tej sprawie w razie czego?" Rzecz jasna, odpowiedziałem twierdząco, nie wiedząc, że każde "tak" ma swoje konsekwencje. Jakież było moje zdziwienie (ale wyświechtany zwrot), gdy dziś w okolicach godz. 12-tej odebrałem telefon z owego sądu i usłyszałem propozycję pracy na stanowisku owego protokolanta z umową na okres 3 lat... Ot tak... Dzwonią, zapada cisza i pani czeka na odpowiedź czy biorę tę robotę czy nie, jakbym miał tylko wybrać "musztarda czy ketchup" do hot-doga...

- A o jakiej pensji mówimy? - pytam.

- Jeszcze nie wiemy, bo to praca od stycznia i... (coś tam o ministerstwie)..., ale na pewno przynajmniej minimalne wynagrodzenie czyli 2100 zł.

Pytanie więc brzmi: BYĆ czy MIEĆ.
BYĆ powabnym urzędnikiem w sweterku i skórzanych bucikach, przechadzającym się po korytarzach sądowych z plikiem jakże ważnych dokumentów w dłoniach, by móc chwalić się wszem i wobec, że "pracuję w sądzie", dostając na wejściu 5 punktów u samic - czy BYĆ w dalszym ciągu listonoszem, stojącym w drabinie społecznej na tym samym szczeblu co sprzątaczka, śmieciarz i szambelan?
MIEĆ minimalne wynagrodzenie czyli na rękę jakieś 1600 zł i sumiennie wykonywać odpowiedzialną i zapewne drętwą jak chuj robotę całe lata w oczekiwaniu na podwojenie tej mizernej pensji czy MIEĆ tę kwotę już teraz, mając wszystko w dupie i ból lewej nogi?

Jak zwykle zły timing. Gdyby zaproponowali mi tę robotę 12 miesięcy temu, gdy rozważałem odejście z poczty, wówczas wziąłbym ją w ciemno, bo wówczas chciałem być kimś - dziś (być może chwilowo) nie przeszkadza mi bycie nikim, bo już brat przetransformował się z ciężarówki na urzędnika i wyszedł mu z tego zapierdol, odpowiedzialność, chujowa atmosfera pracy wśród biurew i mizerna pensja. Ja w chwili obecnej nie czuję potrzeby zmiany czegokolwiek, ale chwile są ulotne, a potrzeby zmienne, a szanse pracy w sądzie jednorazowe i przed oczami mam wszystkie błędy zawodowe, popełnione przez mojego dziadka, potem ojca, przez które urabiali sobie oni łapy po pachy do końca życia.

Pozostają pytania z potylicy: czy listonosz to wszystko kim będziesz? Czy tylko na to cię stać?

Pierdolony prestiż człowieka, jak ordery na klacie i logo na butach - określa twoją wartość i pozycję w stadzie, czy tego chcesz czy nie.

21:35, powiedzaaaaa
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 listopada 2018
"Tomek zmarł rano" -

ten sms jest jednym z mocniejszych, jakie otrzymałem.

Dwa dni temu zmarł znajomy listonosz z nowotworem oka i przerzutami do wątroby, o którym wspominałem kilka razy, nawet parę wpisów temu. 42 lata budowania swojego życia, rodziny, dzieci, domu i zostaje po tobie nekrolog na afiszu przy kebabie - za tydzień wylądujesz w koszu na śmieci ze swoim życiem, ujętym w kilka zdań o kochającym synu, mężu i ojcu dwójki małych dzieci. Wpierw wywietrzeje twój zapach z ubrań, za miesiąc rodzina na nowo zacznie się śmiać z "Jasia Fasoli", a za dekadę nawet twoja twarz straci wyraźne rysy i będziesz mglistym wspomnieniem, aktorem jednej z zabawnych scen z dawien dawna, nazwiskiem na nagrobku do przetarcia raz na 2 tygodnie. Bo życie nie uznaje przystanków. 

Ale póki co był pogrzeb. Pierwszy raz byłem na pogrzebie kogoś w wieku przybliżonym do mojego, bo dzieliło nas raptem 9 lat. Z reguły żegnałem ludzi starszych ode mnie o lat 30, 50, a więc można było pomyśleć "przyszła ich kolej spaść z urwiska". Trumna z kimś starszym od ciebie o zaledwie 9 lat zdaje się być jakby... bliżej. Jakbym słyszał cichy, szyderczy śmiech kostuchy za drzwiami kościoła, jakby zerkał na mnie ukradkiem. Coś w tym stylu.

Zawsze dziwnie jest widzieć zwłoki kogoś, kogo znałeś - ciało w sztywnej pozie, bez oznak osobowości, uczuć, mimiki, jak manekin w drewnianej wystawie. A przecież jeszcze dzień wcześniej wpadł na pocztę, żywy. Typowe zdziwienie, jak przy każdym zgonie. Przecież jeszcze wczoraj... A jeszcze niedawno... Tak trudno uwierzyć, że w jedną chwilę powstaje granica oddzielająca życie od śmierci, ruch od bezruchu. I to, co najbardziej wkurwiające - nic się nie dzieje. W chwili śmierci nie zgasło światło w okolicy, nie zerwała się gwałtowna ulewa, nie wystrzeliły korki w mieszkaniu, nie wyzerowało zegarka na lodówce. Nic. Po prostu ktoś umarł. Byłeś, nie ma cię - świat tego nawet nie zauważył. Tak mało się znaczy. Jakie to wkurwiające. Chcielibyśmy, by nasza śmierć wstrząsnęła globem, zaćmiła słońce, zamieniła dzień z nocą i by po niej nic nie było już takie same albo najlepiej skończyło się wraz z nami. Ale tak nigdy nie jest.

- Myślałem, że to Pan nie żyjesz, bo mówili o listonoszu. Aż mną, kurwa, wstrząsnęło - usłyszałem dziś kilka razy.

Miło słyszeć, że moja śmierć kimś wstrząśnie.

 

Długie PS.

Brakuje mi na mszach słów o samym zmarłym. Każdy z uczestników pogrzebu zna zmarłego z innej strony i bardzo cząstkowo, kim innym był on dla rodziców, kim innym dla dzieci, kim innym dla sąsiadów, znajomych i kolegów - pogrzeb jest ostatnim spotkaniem, więc i ostatnią szansą głębszego poznania człowieka, który istniał w życiu zebranych. Dlatego też u mnie zamiast księdza ma być chłop, który zamiast czytania fragmentów "Apokalipsy św. Jana", opowie zgromadzonym o mnie i moim życiu; przybliży zgromadzonym mój życiorys; drogę którą przebyłem od kołyski do trumny; szkoły, w których krzywiłem kręgosłup; wykształcenie, o którym wielu nie wiedziało; hobby, o które nikt by mnie nie podejrzewał; cele i marzenia, które zrealizowałem i te, których nie zdążyłem zrealizować; zasady, którymi się kierowałem i cechy, które ceniłem u innych; potrawy, które lubiłem szczególnie, jak i te których do gęby bym nie włożył; wreszcie szczegóły mojej śmierci; do tego opowie parę zabawnych anegdot, ukazujących mój stosunek do świata i być może przeczyta zgromadzonym kilka zdań ode mnie, jeśli znajdę takie, które chciałbym komuś przekazać i które przetrwają próbę czasu.

21:16, powiedzaaaaa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 listopada 2018
Cena za bycie mężczyzną wynosi 147 zł

Rozdawali dziś na poczcie talony na żarcie. Firma hołdując starym tradycjom przyznaje listonoszom pieszym talony na posiłek regeneracyjny w okresie zimowym, że niby żołnierz wystawiony na mróz musi się rozgrzać żarciem. Ja jako listonosz z tzw. auto rejonem, a więc teoretycznie grzejący cały dzień dupę a aucie owych talonów nie dostaję. Trudno się mówi - takie reguły gry. Równouprawnienie w Poczcie Polskiej wygląda jednak tak, że koleżanka pracująca na tym samym stanowisku co ja, a więc również grzejąca dupę w aucie... dostaje owe talony i tak jedna z nich otrzymała dziś 21 kuponów po 7 zł każdy, co daje 147 dodatkowych złotych... przewagi finansowej nad mężczyzną... coby wyrównać jej szanse przetrwania, bo ja jestem mężczyzną, więc już mi się udało (farciarz ze mnie), a ona jest kobietą, więc już ma przejebane. 

Owe dążenie do zrównania szans kobiet oraz ogólnej równości, sprawiedliwości i czegoś tam jeszcze kończy się tak, że kobiety się faworyzuje, a mężczyzn jak zawsze - wysyła na wojnę, bo przecież wpierw ratujemy dzieci i kobiety. Jaka jest logika tego wszystkiego, nie wiem, ale mogę pohipotetyzować:

1. Kobiety są większymi osobnikami od mizernych mężczyzn, jedzą więcej od nich, więc naturalnie i humanitarnie trzeba dać im więcej jedzenia. 
2. Kobiety są mniejszymi osobnikami od przerośniętych mężczyzn, jedzą mniej, więc firma zachęca je do jedzenia więcej, by w ten sposób mogły, bidulki, wyrobić masę niezbędną do konkurowania z mężczyznami i tym samym miały równe szanse w walce o kolejne pożywienie w tym bezwzględnym świecie, w którym są  jedynie molestowane, gwałcone i dostają urazu psychicznego na widok penisa.
3. Kobiety są odgórnie uznawane za osobniki ułomne i potrzebujące pomocy, co jest niesprawiedliwe wobec całej rzeszy kobiet, które wierzą w równość płci i nie chcą specjalnego traktowania, ale kto by ich słuchał.

- Należy nam się, bo jesteśmy słabszą płcią - zażartowała koleżanka, jakoby potwierdzając hipotezę #3.

- Tylko ta słabsza płeć żyje średnio 15 lat dłużej - zażartował kolega.

I takeśmy sobie żartowali, aż chłopy wyginęły, bo nie stworzono im równych szans, nikt pośród darmowych mammografii i badań profilaktycznych przeciwko rakowi szyjki macicy dla kobiet nie zrobił chłopom darmowego badania prostaty.

19:50, powiedzaaaaa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 listopada 2018
O październiku i trochę wrześniu

Czym było moje życie w ostatnim miesiącu? Co wyróżniło ten miesiąc? Jakieś 50 meczów tenisa i sake, które smakowało jak woda z tekturą albo rozcieńczony bimber. Taki był październik 2018 - tenis i sake. Parę zwycięstw z Qiang Wang, parę porażek, parę turniejów, w tym ten w Hong Kongu, z kortem położonym pośród wieżowców.

 

hong kong tennis openTrochę myśli o bzdurach, o debilach wokół mnie, o kobietach, trochę alkoholu, muzyki, filmów i rzeczy, których nie wyryją na nagrobku. Nie wiadomo jak mija życie, ale zawsze mijało ono bardziej wewnątrz niż na zewnątrz, więcej działo się w środku mnie niż poza nim. Bo poza nim, stagnacja, nuda, kilkadziesiąt kilometrów rejonu egzystencji, a wewnątrz podróże przez Atlantyk, szczyty Himalajów i orgie. Zwycięstwa w grach też nie są prawdziwymi triumfami, a dają satysfakcję, więc zachodzi pytanie czy warto żyć naprawdę i co jest prawdą? To co namacalne czy to co we łbie? Czy kochanie kogoś bez wzajemności nie jest miłością? Czy muszę kochać ze wzajemnością by mówić, że kochałem? Trudne pytanie, zadane nie wiem po co, bo w ogóle nie zamierzałem zejść na takie tematy.

23:17, powiedzaaaaa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 października 2018
Jak się pracuje po nocach, to się wygląda tak:

Terlecki

Ilekroć widzę tę twarz, odwracam wzrok, zrywam się i biegnę do łazienki po jakiś krem przeciwzmarszczkowy, smar silnikowy, towot, cokolwiek. Znam setki emerytów w wieku Terleckiego, ale żaden z tych rolników, zapierdalających fizycznie całe życie na dworze, w słońcu, deszczu, wietrze i śniegu nie wygląda jak Rocky po 12 rundzie. Nie wiem, ja bym chyba złapał te wory w palce, naciągnął i odciął - poprzeczne blizny pod oczami i tak wyglądałyby lepiej od tego gówna, tam. Masakra... I co to widzę, mówię: "idźże na emeryturę, kurwa, wyspać się, dziadzie jeden".

20:10, powiedzaaaaa
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 102