RSS
piątek, 17 listopada 2017
드라마 리스트

Oglądalność dram mi trochę spadła. Poprzednie 27 dram obejrzałem w nieco ponad pół roku, a obejrzenie kolejnych 28 zajęło mi niemalże rok, więc słabo, słabo. Oto lista (podkreślam te naj-najlepsze, bo wszystkie prócz #32 były fajne):
...

28. W- Two Worlds

29. I Hear Your Voice

30. I Miss You

31. Goblin

32. Cheese In The Trap

33. Rooftop Prince

34. Marriage Not Dating

35. The Legend Of The Blue Sea

36. On The Way To The Airport

37. Seven First Kissess

38. Lie To Me

39. Personal Taste

40. Hyde, Jekyll, Me

41. Prime Minister and I

42. Doctors

43. Liar Game

44. Hello Monster

45. Tomorrow With You

46. Lovers In Prague

47. Moorim School

48. Second Time Twenty Years Old

49. Heartstrings

50. The Man Living in our House

51. Mask

52. The Girl Who Can See Smells

53. Because It's The First Time

54. Cinderella and The Four Knights

55. Strong Woman Do Bong Soon

56. Hospital Ship

 

Lista dram 1-27:

http://powiedzaaaaa.blox.pl/2016/12/Otworzylem-piwo-i-ide-na-kibel-bo-mnie-klocek.html

Tagi: k-dramy
20:10, powiedzaaaaa
Link
piątek, 03 listopada 2017

Nie sądzicie, że twórczość Van Gogha jest mniej ciekawa od jego korespondencji z bratem? Myślę, że to owa korespondencja wpłynęła na samo zainteresowanie twórczością Vincenta. Poznać życie artysty, który się zabił i móc spojrzeć jego oczami, móc zrozumieć jego i jego prace - to jest coś. Tak czy inaczej, te listy pisze ja do siebie, p swoim życiu, na chwałę swoją i swego żywota, więc...

Najszczęśliwsze chwile w mym życiu to te, gdy stoję przed półkami pełnymi butelek i wybieram, kupuję alkohol; gdy wkładam butelki do lodówki; gdy je stamtąd wyjmuję, czując w dłoni stopień ich schłodzenia; gdy je otwieram, przytykam do nosa szklankę z Grand Imperial Porterem i czuję szczypiący alkohol z kawą; gdy po wypiciu połowy szklanki czuję "wielkie uspokojenie" i ciepło w każdej żyle w każdym zakątku ciała. Długo oczekiwane tsunami. Wówczas staję się lepszym człowiekiem, ciekawszym świata, bardziej otwartym na ludzi, energicznym i pełnym pasji. Wówczas mógłbym tworzyć i adoptować dzieci. Nagle świat staje się piękny, a życie warte życia. Gdy myślę o zwiedzaniu świata, to nie zależy mi na Luwrze - zależy mi na tym, by wypić piwo we francuskim barze. To jedno z moich marzeń - walnąć piwo w każdym, ciekawszym mieście. Wg mnie to w barze tkwi esencja miasta i ludzi - godzina, dwie w pubie i wiesz, rozumiesz wszystko. Gdy mam gdzieś iść, to pytam, czy mają tam alkohol - jeśli mają to jest to miejsce warte odwiedzenia. Nie mówię, że miejsca bez alkoholu nie są warte, ale z nim na pewno są warte.

Cały tydzień czekam na te kilka godzin z alkoholem, planuję je i nie pozwalam, by ktoś mi je zepsuł jakimś zbytecznym zaproszeniem czy odwiedzinami. Nie ma mnie, nie mogę, jestem zmęczony, zajęty, a tak naprawdę chcę otworzyć butelki i pogadać z nimi, ze sobą - ludzie są nudni i z reguły zbyteczni. To jest mój czas, dzięki któremu funkcjonuję i trwam. Nie proście bym odebrał was z imprezy w nocy - nie mogę, nie marnujcie mi życia.

Najlepsze jest oczywiście pierwsze pół szklanki. Pierwsze pół szklanki wyciąga z ciebie wszystko, co najlepsze. Błogostan. Oglądałem świetny dokument o Van Goghu jakąś godzinę temu, otworzyłem piwo i zalało mi głowę zdaniami, które należałoby wyryć na ścianach miasta. Butelkę później nic z nich nie pamiętam, co też jest dobre - w alkoholu nie ma nic złego prócz uzależnienia. Piękny aforyzm.

Ostatnie tygodnie są trudne. Otóż za mniej więcej tydzień zacznę brać, przez 6-8 miesięcy, kolejny lek cholernie mocno obciążający wątrobę, przez co picie alkoholu będzie, lekko mówiąc, mocno niewskazane. Jako że przyszłość swoją wiążę dość mocno z alkoholem, o wątrobę wypadałoby zadbać, więc nie będę mógł pić do przyszłych wakacji, co jest tak cholernie długim szmatem czasu, że od kilku tygodni spędza mi to sen z powiek i próbuję wykorzystać pozostały mi czas do maximum, pijąc i w piątki i soboty. Gdyby nie praca za kółkiem, pewnie piłbym codziennie. Nie wiem, jak przetrwam ten okres. Mam nadzieję, że przekuję tragedię w triumf, poświęcę więcej czasu na naukę czy coś. Póki co przytykam szklankę do nosa... To niedokończone zdanie nadaje całokształtowi jakiejś niezamierzonej energii, a miałoby być depresyjnie.

Portret listonosza Józefa Roulina made by Vincent:

Portret listonosza Józefa Roulina

20:47, powiedzaaaaa
Link
poniedziałek, 30 października 2017
Daj Pan spokój

Nie wiem komu nie podobały się biodrówki i kto na nowo wprowadza tę obrzydliwą modę z lat 80-tych, te obrzydliwe spodnie i sukienki zapinane na pępku albo i jeszcze wyżej, pod samymi cyckami najlepiej. Przecież to jest takie ohydztwo... Nie mówiąc już o wciąganiu bluzek w te spodnie, tak by było widać, że "zapięłam spodnie pod samą szyją". Do tego te kozaki, im wyższe tym brzydsze, a już najbrzydsze to te aż za kolano, do połowy uda niemalże, założone na spodnie, jakby te kilometry sztucznej skóry pełnej debilnych przeszyć, ćwieków, suwaków czy guzików miały być taką atrakcją. Baby! Ładne to wy macie nogi, nie buty, więc nie zakrywajcie ich tymi buciorami, jakbyście miały wejść w rzekę, łowić ryby na muchę. A dupy są ładniejsze im są kształtniejsze i okrąglejsze, co biodrówki ładnie uwypuklały, odcinając wizualnie tyłek od pleców - w tych wielgaśnych jeansach dupa zniknęła pod toną materiału i kończy się chyba gdzieś na karku. Ta obecna moda jest beznadziejna. Czy te baby tego nie widzą, tylko tak bezmyślnie podążają za modą, jak kury za ziarnem w kreskówkach, jakie by to ziarno nie było? Iza Krzan z "Koła Fortuny", choć śliczna jest, że hej, to chyba jeszcze nigdy nie była fajnie ubrana. Przestanę jeść obiad przed telewizorem, I swear to God... Jeszcze niech sobie poduszki na ramiona wsadzi, to przestanie używać rąk do odsłaniana literek.

dziadostwodrugie dziadostwo

19:03, powiedzaaaaa
Link
czwartek, 19 października 2017
????????

Ano, w pracy się trochę sztywno zrobiło po ostatniej rozmowie z szefową i zdaniach typu "jak się pani nie podoba moja praca, to zawsze może mnie pani zwolnić", "jest pan arogancki" i paru innych ciekawych wymianach. Wy też okazujecie szefowi brak szacunku i ogólne wyjebanie na robotę? Wg aktualnego badania obciążenie mojego rejonu wynosi 130% normy, do tego 30% cudzego, również przeciążonego rejonu, który robię już czwarty rok, co razem daje jakieś 2 normalne rejony do roboty dla mnie, a te kurwy się jeszcze czepiają, że przesyłki są dostarczane poza terminem... No ciekawe, kurwa, czemu? Jak to jest, że im większy debil, tym wyższe stanowisko zajmuje? Zamiast mnie po rękach całować, że w ogóle tam przychodzę, a nie uciekam, jak każdy (w ciągu 2 tygodni przyjęto 3 nowych pracowników - jeden uciekł po 3 godzinach, drugi po 3 dniach, trzeci po 2 tygodniach), to jeszcze mam się im z czegoś tłumaczyć. Nie wiem co ja tam jeszcze, kurwa, robię? Powinienem wziąć jakieś lipne zwolnienie na jedno z dwudziestu moich schorzeń i ciągnąć je przez pół roku, do wyjebania z roboty, wówczas kolejne 6 miesięcy przeleżałbym na zasiłku i rok minąłby mi jak z bajki na opierdalaniu się, a mimo to wciąż jakimś tam wpływie gotówki - wpierw 80% pensji, później ok. 600 zł miesięcznie, bo chyba tyle zasiłek wynosi. Rok urlopu, odpoczynku psychicznego, zastanowienia się nad sobą i przyszłością.... z czego i tak nic nie wyniknie, bo mam 32 lata i żadnego pomysłu na życie... Młodość stracona w pracy, życie stracone w pracy - jak mnie to wkurwia.

19:55, powiedzaaaaa
Link
środa, 11 października 2017
Ludzie świętują awans, a ja w pracy - powiedział "kolega"

Poczucie wspólnoty to zabawna sprawa. Tak jak obojętne są mi żałoby narodowe po jakichś Tupolewach tak też nie odczuwam i nie świętuję cudzych sukcesów, np. awansu reprezentacji do MŚ. To piłkarze osiągnęli sukces, więc niech oni swiętują. Czemu miałbym świętować cudze sukcesy? Czemu w ogóle miałbym nagle odczuwać jakąś dumę narodową i może wywiesić sobie szalik w szoferce? Kim Dzong Un ma nową bombę - świętujemy jego sukces? W tym wszystkim chodzi o jakąś śmieszną wspólnotę, że jak kilkudziesięciu Polaków, których widuję w telewizji odniosło zwycięstwo, to 40 milionów innych Polaków może udawać, że to również ich zwycięstwo, co jest przecież kompletnie niedorzeczne, bo jedni i drudzy są dla siebie obcymi ludźmi.

Odczuwać dumę z cudzych sukcesów - nie macie swojego życia czy jak?

Pytanie - czym różnią się owłosieni fani piłki nożnej od nieowłosionych fanek Justina Biebera i czemu ci pierwsi naśmiewają się z tych drugich, skoro i jedni i drudzy excytują się cudzym życiem?

19:39, powiedzaaaaa
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94